Budzę się. To już dzisiaj!
- Alyss, idę do ciebie! - Mówi do mnie matka chrzestna. Szczerze, lubię ją, ale czasem denerwują mnie jej wczesne pobudki.
- Meh, chciałam jeszcze trochę pospać... - Odpowiadam i chowam głowę w poduszkę.
Słyszę stukanie butów, które prawdopodobnie idą po schodach. Nie mylę się - przychodzi do mnie matka chrzestna.
- Dzień dobry Alyss, schodź na śniadanie. Powinnaś już być na dole.
- Dobrze, dobrze... Już idę. - Zmęczona zakładam moje kochane bambosze, szare z główkami kotów na czubku, takie słodziutkie, takie... Aww! Dobrze dobrze, za bardzo się rozczulam... Także na czym ja skończyłam? Aha, no tak. Schodzę po schodach i siadam na kanapie. Czuję zapach przepysznej jajecznicy, którą szykuje matka chrzestna.
- Przy okazji... Dobrze spałaś kochana? - Spytała z troską matka chrzestna.
- Hmh, niezbyt. Miałam straszny ból głowy..
- Rozumiem... Wiesz, trochę świeżego powietrza przed śniadaniem dobrze Ci zrobi. Mimo wszystko to ważny dzień.
- Wiesz, matko chrzestna, chyba masz rację... Może rzeczywiście przed śniadaniem pójdę się przespacerować...
Ubieram mój ulubiony oliwkowy płaszcz, swoją drogą bardzo popularny, glany i wychodzę. Idę kawałek, gdy nagle zaczepia mnie wysoki szatyn o niebieskich oczach z plastrem na lewym poliku.
- Hej! Czy my się przypadkiem nie znamy? Przypomnij mi, jak masz na imię?
- Nazywam się Alyss. Alyss Rother.
- Cześć Alyss. Cóż, chciałabyś się do mnie przyłączyć i pójść do parku obok? Zobaczysz, jaki on jest wspaniały!
- Hmh... W porządku, chętnie. - Chłopak idzie w inną stronę, prawdopodobnie do budki z hotdogami.
Irytująca, ale przystojna bestia...
Idę spokojnym krokiem do parku, gdzie czeka na mnie wcześniej wspomniany brunet.
- Barwy liści o tej porze roku wyglądają przepięknie, właśnie dlatego uwielbiam ten park... - Rozmarzył się szatyn.
- Faktycznie, bardzo tu ładnie..
- Tak, pięknie... No cóż, ja już muszę iść. Do zobaczenia wkrótce! - Pożegnał mnie chłopak
- Jeszcze raz dziękuję. Powinnam wrócić już do domu... - Odparłam
Było całkiem przyjemnie, ale teraz na prawdę muszę już wracać...
Hmh, ten niebieskooki przystojniak był całkiem słodki. Ale zapomniałam zapytać o jego imię... Pójdę już do domu.
- Alyss i jak? Przewietrzyłaś się? - Ach ta troska mojej matki chrzestnej...
- Tak, ale jestem trochę zmęczona. Lepiej pójdę do swojego pokoju.
- Musisz być zestresowana czekając na odpowiedź z Centrum... No cóż, mam nadzieję, że pozytywnie rozpatrzyli Twoje podanie.
- Kto? Ja? Najbardziej wyluzowana dziewczyna w tym mieście?
- Może pójdź do siebie i odpocznij jeszcze trochę, co?
- Mam taki zamiar, matko chrzestna.
Wydaję mi się, że matka chrzestna jest na mnie zła... No ale cóż -bywa!
Idę na górę, siadam na łóżku po czym otwieram swój czarny notes, biorę mój ulubiony długopis w dłoń i zaczynam pisanie...
Drogi pamiętniczku, minęło już sporo czasu, od kiedy ostatnio coś zapisywałam. Skończyłam egzaminy i złożyłam swój wniosek na uczelnię Palentir - to bardzo znany Instytut Archeologii!
Oh, tutaj jest moja komórka.
Zanim biorę komórkę do ręki, ktoś zaczyna do mnie dzwonić. Eh, co tym razem? Mam nadzieję, że to nie Billy. Ostatnio dzwoni do mnie zbyt często, powoli mam go dość.
- Alyss, dzwoniła do mnie pani z poczty. Przyszła odpowiedź z centrum! - Oho, znajomy głos matki chrzestnej.
- Cudownie. Pójdę ją odebrać.
Ale zanim to zrobię, odbiorę mój telefon. Grr, ani chwili spokoju...
- Halo?
- Alyss? Mówi Billy. Chciałem spytać, czy masz ochotę spotkać się ze mną dzisiaj w parku?
- Meh, niestety nie mam dzisiaj czasu...
- Mimo wszystko, będę na ciebie czekał. Przecież to może być nasze ostatnie spotkanie, zanim wyjedziesz na uczelnię...
Chyba użyłam za słabej wymówki... On jest niemożliwy...
Poprawiam włosy i schodzę na dół po drewnianych schodach, po czym zagaduje mnie matka chrzestna
- Idziesz odebrać list?
- Tak! Przeznaczenie mnie wzywa. Czuję, że to początek wielkiej przygody...
- Trzymam kciuki!
- Okej, idę po list.
Kieruję się w stronę wyjścia, ponownie zakładam glany i płaszcz, po czym wychodzę.
Jestem zestresowana zarówno odebraniem listu jak i spotkaniem z tym ciamajdą. Ach, niedługo spełni się moje marzenie o studiowaniu za granicą... Serce bije mi jak szalone. Im szybciej tam dotrę, tym szybciej otrzymam odpowiedź.
Idąc przez park widzę czarnego kota o pięknych żółtych ślepiach i pionową raną na prawym oku niczym rana u Ciri. Zwierzę ma na sobie tajemniczy naszyjnik z niebieskim żukiem... Czuję się, jakbym miała deja vu...
- Kici kici... Ej gdzie idziesz?! Nie ważne, muszę odebrać swój list!
Idę kamienną ścieżką wśród różnokolorowych drzew...
Jeszcze tylko krok, żeby spełnić swoje marzenie...
Zaczynam wariować... Co zrobić? Otworzyć list teraz czy w domu? Pokusa jest zbyt silna, otworzę go teraz. Nareszcie, zbawienie!
"Droga panienko, Alyss Rother. Mamy przyjemność poinformować cię,
że... zostałaś przyjęta!"
TTTAAAKKK! Wygrałam! Wygrałam! Przyjęli mnie! Onga, onga, onga, laski lubią pstrąga!
Bilet na samolot został już zarezerwowany... Za dwa tygodnie wylatuję! Muszę pochwalić się chrzestnej! Biegnę do domu!
No nie, ten ciamajda tutaj?
- Hej, Alyss!
- Agh! Przestraszyłeś mnie! Nie podkradaj się tak.
- Przepraszam. Nie miałem takiego zamiaru. Wyglądasz dzisiaj tak słodko. Zresztą zawsze tak wyglądasz.. em... znaczy się.. miałem na myśli.. że.. - Billy się jąka.
- Spokojnie, to zbyt dużo komplementów na tak wczesną godzinę - Odpowiadam i opieram się o pobliskie drzewo.
- Posłuchaj... Na prawdę nie chcę żebyś wyjeżdżała. Jesteś moim promyczkiem i pragnę z całego serca, żebyś ze mną została. Jestem pewien, że moglibyśmy...
- Billy... Przed chwilą dowiedziałam się, że zostałam przyjęta. Na prawdę chciałabym tam pojechać. Dobrze wiesz, że to jest moje marzenie!
- Ale.. Ja..
- Pff.. Jakoś to przeżyjesz..
Muszę patrzeć w przyszłość, a Billy... On należy już do przeszłości...
Chyba będzie lepiej jeśli wrócę do domu. O znowu, ten kot. Poczekaj, nie uciekaj! Agh...
Dzwoni do mnie nieznany numer.. To dziwne..
- Grozi ci wielkie niebezpieczeństwo! Nie wyjeżdżaj. Jeśli to zrobisz, przeszłość powróci, aby zemścić się na naszym świecie...
- Halo? Kim jesteś? Skąd masz mój numer? Jakie niebezpieczeństwo? Billy, to jakiś żart? Jeśli tak to nie śmieszny. Jestem zdegustowana.
To było dziwne.. ale nie mam teraz na to czasu. Wchodzę do domu, zdążyłam tylko ściągnąć płaszcz a matka chrzestna mnie zagaduje.
- Alyss! Chodź szybko! W telewizji mówią o Centrum Balantir... znaczy... O Centrum Palentir - tam, gdzie chcesz się uczyć!
- Mamo, nawet nie wiesz jak się cieszę!
Opowiedziałam matce chrzestnej radosną nowinę..
"Centrum Palentir, znane przede wszystkim z badań archeologicznych dokonało wielkiego odkrycia na wykopaliskach w Egipcie. Ostatnie kilka tygodni..."
- O jej! Gratuluję! Cieszę się razem z Tobą!
- Cudownie!
- Ktoś dzwoni do drzwi. To pewnie Marilyne
- Ja otworzę! Ja! Ja! Nie Ty!
Tylko otwieram drzwi, a Marilyne rzuca mi się na szyje.
- Aaa! Dostałam się!!! Oh. A ty? Odebrałaś już swój list? O, dzień dobry Pani Julie.
- Cześć Marilyne. - Odpowiada radośnie matka chrzestna
- Mnie też przyjęli!!! Wszystko zacznie się już za dwa tygodnie! Powoli muszę zacząć się pakować.
- Właściwie to przyszłam do Ciebie, żeby powiedzieć Ci, że mnie przyjęli. Wracam do domu, też się zacznę pakować. Do zobaczenia za dwa tygodnie!
- Narka!
Pożegnałyśmy się, a Marilyne dała mi całusa w policzek - z resztą jak zawsze na pożegnanie. Jest bardzo miłą osobą...
Już za dwa tygodnie po raz pierwszy opuszczę swój kraj i zamieszkam za granicą... Zostawię wszystko za sobą, aby ruszyć w nieznane.
Będę za Tobą tęsknić, matko chrzestna...
To będą najdłuższe dwa tygodnie w moim życiu. Może odliczanie dni pomoże?
Marilyne - tylko ona i ja.
Czeka na mnie zupełnie inne życie... Wiele przygód... Kto wie, co jeszcze?
A przede wszystkim - przede mną niesamowite przeznaczenie...